W dobie powszechnego narzekania na jakość usług medycznych w Polsce, strajków lekarzy i pielęgniarek, ogólnie – w dobie zamieszania trafiłem do szpitala. W ciągu ostatnich ~12 lat (czyli: od momentu gdy operowano mnie ostatni raz) w szpitalu zaszły zmiany.
In minus należy wymienić to, iż sale chorych w znacznej części nie zostały dotąd wyremontowane. Straszą szarymi tynkami. Zatykającymi się toaletami. Rdzawymi zaciekami na panelach sufitowych. Gdzieniegdzie wiszą kable.
In plus … tutaj lista jest o wiele dłuższa. Zacznę od wspaniałej opieki. W każdym momencie, przed i po zabiegu, mogłem liczyć na pomoc i wsparcie personelu szpitala. Pielęgniarki były obecne nie tylko ‘na zawołanie’ ale także same zaglądały zapytać, czy wszystko z nami, chorymi, w porządku. Czy nie potrzebujemy jakiejś pomocy, leków etc. To samo dotyczyło opieki lekarskiej. Lekarze byli uprzejmi, pomocni. W każdej chwili mogłem liczyć na rzetelne wyjaśnienia dotyczące mojego stanu zdrowia, preferowanej i realizowanej formy leczenia. W każdej chwili mogłem także uzyskać pomoc psychologa co było dla mnie nie bez znaczenia, jako, iż z pomocy duchownych (całkowicie nieobecnych w szpitalu – poza kaplicą) nie korzystam. Największe wrażenie wywarła na mnie opieka anestezjologiczna w przeddzień i w dniu zabiegu. Muszę to napisać – od dawna nie poznałem tak komunikatywnej, oddanej swemu zawodowi a przez to mojemu dobru, osoby, jaką okazała się być prowadząca mnie anestezjolog. W swojej zawodowej poprawności była ona także nad wyraz pełna ludzkich odruchów. Komunikowała się nie tylko werbalnie, ale także pozawerbalnie – przez uśmiech czy dotyk. Ogólnie zmieniło się podejście do pacjenta. Jako, że zwróciłem na uwagę wcześniej muszę zaznaczyć, że jako profanowi rzuciło mi się w oczy też to, że znacznej poprawie uległo wyposażenie sali operacyjnej oraz pooperacyjnej, a ich stan techniczno-wizualny był wzorowy
Stan constans został zachowany w zakresie przyjęcia do szpitala. Nadal jest to proces zbytecznie wydłużony. Żmudny. Obarczony nadmiarem biurokratycznych wymogów.
Obecnie jestem szczęśliwym rekonwalescentem, który nad wyraz dobrze wspomina pobyt w NFZ’owskim szpitalu w Warszawie przy ulicy Banacha :)
OOOOO!!!!! No po prostu zaniemówiłam. Juz sam tytuł może spowodowac zawał serca… “zadowolony pacjent”. I tak czytający Ci nie uwierzą. Wracaj szybciutko do pełni sił i mimo dobrych wspomnień nie wracaj do szpitala. A co do izby przyjec, biurokracja niestety konieczna, a może ulegnie skróceniu po wprowadzeniu kart ubezpieczenia i powszechniejszej informatyzacji w szpitalach. Pozdrawiam serdecznie.
Też tak myślę. Spodziewam się ponadto wizyty CBA – bo zadowolony pacjent jest co najmniej podejrzany, a w zasadzie należy tylko uzyskać dowody winy ;)
Pytanie zasadnicze – czy po wizycie w szpitalu posiadasz wszystkie swoje części ciała widoczne i te zakryte?
Pytanie dodatkowe – czy wychodząc ze szpitala sprawdziłeś czy aby przypadkiem nie wszyto ci podsłuchu lub jakiegoś implantu?
Pytanie ostatnie – czy szpital, w którym przebywałeś był w Polsce?
Posumowanie:
Jeśli na pytanie pierwsze oraz drugie odpowiedziałeś twierdząco a przy trzecim się zastanowiłeś to:
Witaj wśród żywych.
@MM
Nie doszukuj się drugiego dna – najwidoczniej szpital na Banacha jest b. dobrym szpitalem. Osobiście znam dwie osoby, którym uratowano tam życie (piszę dosłownie, a nie w przenośni, bo stan obydwu był już ciężki). Jedna po zawale, druga po operacji. Obydwa przypadki leczono wcześniej w szpitalu w Ciechanowie i doprowadzono do stanu, który dobrej opinii ciechanowskiemu szpitalowi nie przysporzył.
A co do Banacha: nie tylko odratowano, “ustawiono do pionu” to jeszcze zadbano, by po wyjściu ze szpitala chorzy otrzymali odpowiednią opiekę ze strony innych placówek. Troszkę to zbyt skomplikowane do opisania w komentarzu, ale widać było, że opieka nad pacjentem nie skończyła się po opuszczenie przez niego oddziału.
Do szpitala Banacha to ja nic nie mam, lecz czy dobrze sprawdziłeś czy ci, co wyszli ze szpitala nie byli czasami klonami. Troszkę to zbyt skomplikowane do opisania w komentarzu, ale… jak czasami patrzę w telewizor (a gapię się w niego bardzo rzadko) widzę dwóch takich samych. Może to oni.?!