Znaleziony przed chwilą, dość ciekawy jeśli mowa o wzajemnym przenikaniu religii i władzy, tekst:
Ekskomunikowanie minister Kopacz wnosi ciekawe wątki do debaty o demokracji. Tomasz Terlikowski przeprowadził właśnie dowód na zasadność zakazu obejmowania stanowisk w państwie przez katolików.
Pisząc o stanowisku pani minister, publicysta “Rzeczpospolitej” stwierdza:
Sugerowanie, że “sumienne wypełnianie swoich obowiązków” urzędniczych ma być ważniejsze niż osobiste przekonania religijne jest nie do pogodzenia z katolicyzmem (…).
Następnie stanowisko to poddaje krytyce:
Sugerowanie, że można oddzielić od siebie sferę publiczną i prywatną jest jeszcze bardziej groteskowe. Człowiek jest jednością. Nie jest tak, że do obiadu jest ministrem, a po obiedzie katolikiem, do obiadu może więc przyczyniać się do zabijania, a po obiedzie spokojnie udawać się do Kościoła, by tam wysłuchać kazania. Katolikiem jest się bowiem i w pracy i w domu, a nie tylko w domu. I wymagania jakie nakłada katolicyzm trzeba wypełniać wszędzie.
Co z tego wynika? Na przykład to, że państwo, które chce egzekwować na swoim terytorium ustanowione przez siebie prawo, nie może polegać na urzędnikach-katolikach. Ci bowiem zawsze (w każdym razie należy tego od nich oczekiwać) będą działali na podstawie innego kodeksu. Nigdy nie będą lojalnymi funkcjonariuszami państwa. Będą lojalnymi funkcjonariuszami papieża.