Heavy metal to agresja i depresja?

“Przystanek Szatan?” – pytała piątkowa “Rzeczpospolita” w tekście zapowiadającym i nagłaśniającym protesty przeciw ciechanowskiemu festiwalowi muzyki metalowej S’thrash’ydło. O co tu chodzi?

Ciechanowska impreza dla sporej części fanów ciężkiego grania to więcej niż tylko lokalna legenda. Po raz pierwszy odbyła się w 1988 r. i na przełomie lat 80. i 90. była jednym z ważniejszych w Polsce miejsc prezentacji tego, co ważne i ciekawe na scenie metalowej. Na kolejnych edycjach S’thrash’ydła grała nie tylko cała polska czołówka gatunku, ale też m.in. ówczesne zachodnie gwiazdy: Samael czy Morgoth. Po siedmiu latach festiwal odszedł do historii. Aż do teraz, gdy postanowiło go reaktywować ciechanowskie stowarzyszenie Psychoart, które w sobotę zorganizowało na ciechanowskich błoniach Zamku Książąt Mazowieckich 8. edycję festiwalu.

Do organizacji imprezy włączyły się władze miasta – dali 40 tys. zł. I to właśnie władze Ciechanowa stały się adresatem protestów zaniepokojonych obywateli. “Nie wiem, dlaczego władze miasta wyraziły zgodę na tę imprezę. Ale nie wierzę, że zapoznali się z treściami tego kultu, bo kierując się tylko zdrowym rozsądkiem, powinni to odrzucić” – mówił “Rz” jeden z sygnatariuszy wzywającego do odwołania imprezy protestu, lokalny przedsiębiorca Robert Reinhardt. “Ciechanów zaprasza do miasta zło” – alarmował.

Co się jeszcze się nie spodobało protestującym? Np. to, że na okładkach płyt jednego z zespołów jest pentagram – symbol diabła. Także to, że jakiś rozentuzjazmowany fan na internetowym forum pochwalił innego z wykonawców słowami: “Lucyfer dał wam moc!”. Albo to, że na stronie internetowej imprezy pojawiły się linki prowadzące do witryn firm wydających płyty zespołów, które lubią sobie pośpiewać o piekle i jego emisariuszach.

Głównie jednak dostaje się całej muzyce metalowej i jej wpływowi na młodzież. “Treści przekazywane za pomocą tego gatunku mają wyraźne odniesienia do satanizmu” – ostrzegają. Ale metal to przede wszystkim poważne zagrożenie dla zdrowia: “Według współczesnych badań naukowych ciężka muzyka metalowa grana na koncertach z głośnością ponad 110 dB powoduje niekontrolowane wybuchy agresji u słuchaczy, stany depresyjne przechodzące w neurozy lub psychozy, łatwe uleganie sugestiom, histerii i halucynacjom oraz tendencje samobójcze czy też nawet impulsy do działań zagrażających życiu innych osób. Wywołane przez gitary basowe niskie tony z dodatkowym beatem powodują szereg zmian w płynie rdzeniowo-kręgowym. To z kolei wpływa bezpośrednio na wydzielanie hormonów”.

Wśród sygnatariuszy listu są m.in. pracownik wydziału filozoficznego Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie ksiądz Dariusz Oko, inny duchowny prezentujący się jako diecezjalny egzorcysta oraz Robert Tekieli – niegdyś szef słynnego pisma “brulion” i członek rady programowej TVP, znawca ideologii New Age i jej krytyk z pozycji chrześcijańskich, a teraz – jak widać – także ekspert w dziedzinie heavy metalu.

Takie protesty regularnie pojawiają się przy okazji wizyt w Polsce co bardziej radykalnych reprezentantów death czy black metalu. Właściwie i tym razem można by sięgnąć po ten sam zestaw kontrargumentów co zwykle. Napisać, że generalnie dla rockandrollowców szatan od zawsze był postacią interesującą. Że pojawiał się w ich muzyce na długo przed wymyśleniem heavy metalu. Że dla zdecydowanej większości z nich był, jest i będzie tylko swoistą metaforą, przy użyciu której mówią o otaczającym świecie. Swoistą maską zakładaną na scenie bądź też artystyczną lub obyczajową prowokacją.

W końcu – że nawet tam, gdzie Belzebub ze swoją świtą pojawia się w muzyce rockowej jak najbardziej na serio i dosłownie, dzieje się to w zgodzie z obowiązującymi zasadami wolności słowa, sumienia i twórczości artystycznej, które gwarantuje obowiązująca konstytucja.

Żyjemy w wolnym kraju – tak jak ktoś ma ochotę pomachać głową przy muzyce opowiadającej o wyczynach Szatana, tak samo ktoś inny może przeciw temu protestować. Tym bardziej jeśli uważa, że na wspomniane wymachiwanie idą pieniądze publiczne.

Tyle że wrogiem przeciwników S’thrash’ydła, choć chętnie sięgają po argumenty antysatanistyczne, tak naprawdę jest cały heavy metal. Bo kto zagrał w Ciechanowie? M.in. zespoły Rootwater, Smirnoff czy Headbanger, których nie sposób oskarżać o satanizm. Największą zaś gwiazdą festiwalu byli Acid Drinkers – ostatni polski zespół metalowy, który można posądzać o diabelskie sympatie! I to nie tylko dlatego, że przez całe lata grał w nim Robert Friedrich, twórca słynnego dziecięcego zespołu chrześcijańskiego Arka Noego.

“Nie legalizować niczego / Zdelegalizować wszystko / Wprowadzić godzinę policyjną o 15.30″ – ironizowały 12 lat temu na płycie “Cacy Cacy Fleischmaschine” Świetliki w piosence “Pan Traktor”. “Żeby nie było bandyctwa, żeby nie było złodziejstwa, żeby nie było niczego” – deklarował całkiem na serio w swoich wyborczych spotach mieszkaniec Białegostoku Krzysztof Kononowicz.

Sygnatariusze ciechanowskiego protestu niestety wpisują się w ten sam nurt. Dziwi tylko, że zatrzymali się na heavy metalu. W końcu do zwalczenia jest tyle innego zła. Reggae i techno propagują różne rodzaje substancji psychoaktywnych. Hip-hop często namawia do przemocy i podważa autorytet policji. Nawet poczciwe disco polo jest groźne – “Majteczki w kropeczki” to przecież nic innego jak pochwała rozpasania seksualnego. Może więc by tak zdelegalizować wszystko? Żeby nie było niczego?

Źródło: Gazeta Wyborcza

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s