Takim orzeczeniem zazwyczaj kończą się śledztwa, w których prokuratura po prostu nie ma woli prowadzenia sprawy. Tylko, że w opisanym przypadku brak woli prokuratorów stanowi o niewyobrażalnej krzywdzie poszkodowanych.
Prokurator nie uwierzył dzieciom
Lekarze walczą o uratowanie trójki dzieci, które najprawdopodobniej były gwałcone przez rodziców i ich znajomych. Prokuratura w Kartuzach umorzyła sprawę. Prokurator okręgowy w Gdańsku Dariusz Różycki jest wstrząśnięty: – Zbadamy ją od nowa, bardzo szczegółowo.
Ania ma 7 lat, Piotruś – 5, a Basia – 2. U całej trójki biegli psycholodzy i psychiatrzy stwierdzili objawy świadczące, że dzieci były poddawane “niewyobrażalnemu urazowi fizycznemu, psychicznemu i seksualnemu od najmłodszych miesięcy/lat życia”.
- Nie spotkałam się z tak drastyczną sytuacją w ciągu trzydziestu ośmiu lat mojej kariery zawodowej – mówi dr hab. Barbara Kamińska, dyrektor Kliniki Pediatrii, Gastroenterologii, Hepatologii Dziecięcej i Żywienia Szpitala Wojewódzkiego w Gdańsku. – Prokuratura w Kartuzach zachowała się tak, jakby nie rozumiała powagi sytuacji. Nie mogłam uwierzyć, że śledztwo zostało umorzone z braku dowodów.
Dzieci wychowywały się na wsi w powiecie kartuskim. Matka – chora na schizofrenię, ojciec – zmaga się z chorobą alkoholową. Podejrzenia, że maluchy są poddawane przemocy seksualnej pojawiły się, gdy Ania zwierzyła się jednemu z krewnych. Sąd przekazał dzieci rodzinie zastępczej. Nowi opiekunowie zaniepokoili się ich zachowaniem. Starsza dziewczynka m.in. podniecała się w wyniku dotyku podczas kąpieli, w szkole zaciągała inne dzieci w zakamarki.
Na przełomie lipca i sierpnia br. rodzeństwo trafiło na obserwację do Szpitala Wojewódzkiego w Gdańsku. Ania wyznała psychologowi, że do łóżka kładł się z nią nagi tata. Z jej słów wynika, że była gwałcona. Mamę pochłaniały w tym czasie prace domowe. Tata po wszystkim podkreślał, żeby nikomu nic nie mówić. Ania twierdzi, że robił tak wiele razy – “więcej niż jest paluszków u rąk”. Do domu przychodzili też znajomi rodziców, którzy robili “to samo co tata” i “inne rzeczy”.
- Szokujące opisy, potworny dramat – podkreśla dr Kamińska. – Te dzieci są bliskie śmierci psychicznej, ale można je jeszcze uratować. Są zdrowe fizycznie, grzeczne, śliczne. Ale będą stracone, jeśli szybko nie znajdzie się dla nich rodzina, która da poczucie bezpieczeństwa i prawdziwej miłości. Obecna rodzina zastępcza jest dobra, ciepła, ale nie będzie w stanie im tego zapewnić, bo mieszka w niej jedenaścioro dzieci. Tu trzeba małżeństwa, które będzie miało dużo czasu i cierpliwości tylko dla tej trójki. I będzie umiało połączyć zdrowe emocje z dużą wiedzą psychologiczną.
Zdaniem biegłego psychologa wyznania Ani są wiarygodne – dziewczynka nie ma skłonności do konfabulacji.
Słowa Piotrusia i zachowania Basi potwierdzają relacje Ani. Dzieci boją się kontaktu z osobami dorosłymi, na dotyk lekarzy reagują gestami obronnymi.
Lekarze nie mają wątpliwości, że rodzeństwo wielokrotnie było wykorzystywane seksualnie.
- Jeśli te dzieci zostały tak skrzywdzone, to nie rozumiemy, dlaczego sprawcy tego dramatu są na wolności – mówią. – Nie ma żadnej pewności, że inne, przypadkowe dziecko, nie stanie się ich ofiarą. Prokuratura w Kartuzach miała obowiązek postawić tych ludzi przed sądem, by do końca wyjaśnić, jak wygląda prawda.
Lekarze związani z Pomorskim Centrum Traumatologii poprosili o interwencję prokuratora Dariusza Różyckiego, szefa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.
- Materiały, które otrzymałem, są wstrząsające – potwierdza prok. Różycki. – Nie chcę z góry przesądzać o wynikach śledztwa, ale zapewniam, że ta sprawa będzie bardzo dokładnie zbadana. W piątek wyznaczyłem prokuratora, który tym się zajął. Materiały postępowania umorzonego w Kartuzach są już w Gdańsku.
Imiona dzieci zostały zmienione.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto