Tabu: prostytucja nieletnich

Pomagali bezprawnie dzieciom z Centralnego

Po zamknięciu jedynego w Warszawie hostelu interwencyjnego jego podopieczni nie mają gdzie się podziać. Miasto jest bezradne, bo prawo nie przewiduje istnienia takich miejsc. A znajdowali tam schronieni m.in. nieletni, którzy prostytuują się na Centralnym.

Hostel interwencyjny prowadzili wychowawcy z programu Stacja. Mieścił się przy Wspólnej 65. Kilka minut od Dworca Centralnego. I to stamtąd głównie pochodzili “klienci” hostelu, bo tak wychowawcy określają swoich podopiecznych. Mówią też o nich “młodzi dorośli”.

Każdy mógł tu przyjść

Jeszcze kilka miesięcy temu przy Wspólnej tętniło życie. Odbywały się zajęcia profilaktyczne, można było pogadać z psychologiem czy po prostu wspólnie przygotować posiłek. Dziś nie ma nikogo. Hostel stoi pusty.

- Mógł tu przyjść każdy, kto znalazł się na zakręcie. Przemoc w domu, problemy w szkole, narkotyki, eksperymenty z seksem w postaci prostytucji – mówi Monika Siuchta, jedna ze streetworkerek, która pracowała w hostelu. – Byli 20-latkowie, ale też osoby młodsze. Uciekinierzy z domów, którzy nie mieli gdzie pójść. Kradli albo prostytuowali się na Centralnym. Trafiali do nas. Zostawali, żeby się przespać, umyć, zjeść kanapkę. A my z nimi rozmawialiśmy – opowiada.

Z każdym młodym dorosłym wychowawcy układali plan działania, co zrobić, żeby wyjść na prostą. Nie legitymowali ich, jeżeli nie musieli, nie pouczali. Pokazywali, że można żyć inaczej. Albo kiedy wiedzieli, że młody dorosły i tak wróci na dworzec, dawali prezerwatywę, mówili, jak zabezpieczyć się przed HIV. Dla uzależnionych od narkotyków załatwiali detoks.

W ciągu czterech lat istnienia przez Stację przewinęły się setki osób. Wielu udało się pomóc. – Ktoś przestał kraść i pracuje teraz na czarno. Dla nas to sukces, bo mógł skończyć tragicznie. Ktoś inny pracuje na budowie, ma dziewczynę, razem wynajmują mieszkanie. Mówiliśmy: dziś rejestrujesz się jako bezrobotny, później razem przeglądamy gazety z ogłoszeniami o pracę. Nie musisz siedzieć przy automatach na Centralnym, nie musisz się prostytuować. Życie może być lepsze – Monika opowiada o pracy streetworkera.

Odesłać prostytutkę do mamusi

W kwietniu hostel zamknięto. Stacja od dłuższego czasu miała problemy finansowe. Wychowawcy i wolontariusze pozyskiwali pieniądze z innych projektów związanych np. ze streetworkingiem albo wykładali z własnej kieszeni. Czasem zdarzała się darowizna. Oficjalnie żadna instytucja, w tym biuro polityki społecznej w ratuszu, nie chciała dać środków na hostel, bo zgodnie z polskim prawem osoby niepełnoletnie nie mogą przebywać w takim miejscu bez zgody prawnych opiekunów. – Na Zachodzie takie placówki się sprawdzają. A w Warszawie zniknęło bezpłatne i bezpieczne miejsce, w którym młodzi dorośli mieli czas i warunki, żeby zastanowić się, co dalej – mówi Monika. – Zgodnie z prawem trzeba ich odesłać do rodziców, którzy często nawet ich nie szukali. Na domy dziecka są za starzy. A jak popełnili przestępstwo, trafiają do poprawczaków. Tam na pewno się nie zmienią.

“Klienci” dzwonią na telefon interwencyjny Stacji. Pytają, czy mogą przyjść do hostelu. – Co mamy odpowiedzieć? Idź na komisariat albo do noclegowni dla bezdomnych.

A na noc proszę na dworzec

Stacja dalej wysyła streetworkerów na Centralny. Wolontariusze mówią nawet o 50 młodych dorosłych kręcących się po dworcu. We wrześniu, po przerwie wakacyjnej, wróci świetlica. Ale hostelu nie będzie. – To nie to samo. Świetlica będzie zamykana wieczorem, żeby wszystko było zgodnie z prawem. Czy młody dorosły po godzinach pracy świetlicy ma wrócić na dworzec?

Miasto rozkłada ręce.- Hostel jest potrzebny, zwłaszcza w kryzysowych sytuacjach, kiedy pomóc trzeba natychmiast. Ale my musimy przestrzegać prawa – mówi Teresa Sierawska z biura polityki społecznej w ratuszu. – Przyjrzymy się niemieckim rozwiązaniom. Może uda się stworzyć coś pomiędzy bursą a hostelem – dodaje. W podobnym tonie wypowiada się Włodzimierz Paszyński, wiceprezydent Warszawy. – Tu są potrzebne zmiany systemowe. I to szybko. Problem prostytuujących się młodych chłopców i dziewcząt to Warszawie ciągle tabu. Ludzie mówią, że robimy kawał świetnej roboty, że jesteśmy potrzebni, ale jak przychodzi co do czego, to pytają: mamy dawać pieniądze, żeby prostytutki miały gdzie spać? – kwituje Monika Siuchta.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

Otagowane , , ,

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.