Jako spóźnione podsumowanie tygodnia, jego radości, smutków i fascynacji, mniej więcej godzinny, ostatni, występ George’a Carlina.
Ze względów technicznych we wpisie załączam tylko pierwszą część występu. Całość dostępna jest tutaj.
Jako spóźnione podsumowanie tygodnia, jego radości, smutków i fascynacji, mniej więcej godzinny, ostatni, występ George’a Carlina.
Ze względów technicznych we wpisie załączam tylko pierwszą część występu. Całość dostępna jest tutaj.
Joanno, obejrzałem ten występ George’a Carlina, który można otworzyć klikając na ikonkę powyżej, oraz pierwszą z 7 części jego występu, do którego link podałaś poniżej. I jestem zszokowany i przerażony. Nie wiem, co przeżyłaś w ostatnim tygodniu, ale sądząc po tym klipie musiało to być coś bardzo przygnębiającego. Nie wiem też, jaki były Twoje intencje, kiedy umieściłaś to na blogu.
Występ pod względem formy i treści dotyka dna. Autor napisów w jęz. polskim dodał trochę od siebie; nie raczył pisać dużą literą słowa “Bóg”, a słowo “stipulation” (klauzula, zastrzeżenie, warunek) przetłumaczył jako “przydupek”. Dla George’a Carlina nie ma świętości. Ani Bóg, ani Biblia, ani żadna religia czy autorytet świecki nie jest kimś wystarczająco świętym w znaczeniu: zasługującym na szacunek i uznanie, włączając w to jego własną matkę. (Przypomina mi to Jean-Paula Sartre’a, który wysikał się na grobie swego ojca.)
Wszystkie to w czasie występu George’a Carlina zostaje zmieszane z błotem. A publiczność? Publiczność płaci za to i jeszcze nagradza błazna owacjami na stojąco. Obraz kultury, która zatraciła swój sens. A jeśli nie zmierza donikąd, to tylko dlatego, że jej celem jest zatracenie.
W ostatnim akapicie, zamiast “błazna” powinno być “bluźniercę”.
albo jeszcze lepiej: “błazna-bluźniercę”
Włączmy wyobraźnię nie wyłączając szczerości – dobrze?.
Taki mały ‘old-sukinsynek’, niechętny całemu światu i nastawiony do niego negatywnie, sprowadzający do absurdu ważkie sprawy, do żartu tematy poważne, siedzi we mnie po same uszy, po czubki włosów na potarganej głowie. Z całą przekorą i niechęcią wobec słuchaczy. Z całą wyższością jaką prezentuje. Siedzi i ma się tak dobrze, że moje z nim zespolenie jest pełne.
Dla mnie to … kazanie (nazywam to tak nieprzypadkowo) było jak spojrzenie w lustro. Na mnie samą. Na całość, często niewypowiedzianych, myśli, emocji, poglądów i przekonań.
Czy to złe? Możliwe, że tak. Czy to rani ludzi? Z pewnością. Czy mimo to są gotowi zachwycać się tym czym są a czym gardzą? Niewątpliwie.
Spójrz na błazna-bluźniercę, z tej właśnie perspektywy. Z tej strony. Moimi oczyma.
Dziękuję, Joanno, za wyjaśnienie. Teraz nabrało to innego sensu. Nie znaczy to, że się z tym zgadzam czy pochwalam. Bynajmniej. To wideo pozostaje „Bad for Ya”, tak jak było wcześniej. I nie tylko dla Ciebie, ale dla każdego, kto się tym zachwyca. Pewnie też nie pozostaje obojętne dla tych, którzy je oglądają.
Gdzie indziej napisałem o względzie ludzkim, jako najgorszym rodzaju niewoli. Niektórych ów wzgląd paraliżuje, czyniąc ich bezwolnymi. Część wyzwoliła się z tego, narażając się nie raz na kpiny i szyderstwo otoczenia, ale w nagrodę za to otrzymali już tu na ziemi wolność i radość, których świat nawet nie przeczuwa, a które są tylko przedsmakiem tego, co czeka ich w życiu przyszłym. Inni wyzwoli się z względów ludzkich, ale w ten sposób, że pozbawili się wstydu. I świat bije im za to brawa na stojąco. Nagroda świata. Mieszkańcy świata klaskają, bo oto jest ktoś, kto nie ma względów ludzkich, które ich jeszcze paraliżują, i wciąż chcą być uważani za porządnych ludzi, ale w głębi serca takimi nie są, a nie mają dosyć odwagi, aby czynić to, na co tak naprawdę mają ochotę.
Św. Teresa z Lisieux pisze w „Dziejach duszy”, że już jako dziewczynka stwierdziła w sobie obecność „małego diabełka”. Zaraz jednak dziękuję swoim rodzicom, że przez umiejętne postępowanie zaradzili temu. Oczywiście z jej współpracą. (To jest raczej jej pokora, że przypisuje to rodzicom.) Następnie stwierdza, że gdyby nie to, to mogłaby stać się bardzo złą osobą. Jan Paweł II powiedział, że człowiek buduje się przez własne wybory; staje się tym, co wybiera.
Czy możliwa jest modlitwa ateisty czy agnostyka, czy ludzi wierzących, ale przeżywających kryzys wiary, i którym się wydaje, wszystko im mówi o tym, że Boga nie ma i nic nie ma sensu? Tak. I nie raz słyszałem, że taka modlitwa z głębokości przepaści czy z dna rozpaczy zmieniła życie tych, którzy uchwycili się tej myśli: “Panie Boże, jeżeli jesteś, to racz mi się poznać, a ja zrobię wszystko, co zechcesz”.
To jest dopiero projekt, który warto zrealizować!
powinno być: … “to daj mi się poznać”, w sensie: “pokaż mi, że jesteś”.