Wieś bogatych nie chce sierot

W Rotmance pod Gdańskiem nie powstanie dom opieki dla czternaściorga dzieci w wieku od sześciu do czternastu lat. Ludzie nazywają sieroty kryminalistami i nie chcą mieszkać obok nich.

Rotmanka. Kameralne osiedle 10 km od centrum Gdańska, ale już w sąsiedniej gminie Pruszcz Gdański. Same domki jednorodzinne i szeregowe. W latach 80. i 90 wyprowadzali się tu zamożni gdańszczanie, którzy chcieli żyć w ciszy i spokoju, ale blisko miasta.

Dlatego Małgorzata Nehring i Bożena Rogowska, szefowe fundacji Dom Haneczki, absolwentki pedagogiki, uznały, że to świetne miejsce na placówkę socjalizacyjno-opiekuńczą na bazie rodzinnego domu dziecka.

- Zawsze nam się wydawało, że z wykształceniem, niezłym statusem społecznym związana jest większa wrażliwość – mówią. – To bogata okolica. Zaraz obok jest dobra szkoła. Chciałyśmy dzieciom zapewnić dobry start. To maluchy z Gdańska, z pogotowia opiekuńczo-wychowawczego. Porzucone i zaniedbane przez rodziców lub z rodzin, w których rodzicom ograniczono prawa rodzicielskie.

Będzie za głośno, bo to sieroty z zagranicy

Gdańsk zawiadomił o planach otwarcia domu sąsiedni Pruszcz Gdański. – Nie musieliśmy ich informować, ale to w dobrym tonie, gdy organizujemy placówkę na ich terenie – mówi Sylwia Ressel, rzeczniczka gdańskiego MOPS-u. – I teraz mamy kłopot.

Fundacja wynajęła w Rotmance pół bliźniaka – 270 m kw., trzy piętra, zadbany ogród. W pokojach – piętrowe łóżka, na każdym kolorowa pościel i stosik czystych ręczników. W kuchni długi stół, przy nim 16 pustych krzeseł.

- Dzieci same miały wybrać kolory ścian w pokojach – mówi Bożena Rogowska. – Na strychu miał powstać pokój do zabawy.

Czternaścioro podopiecznych miało się tu wprowadzić 1 listopada. Przez cała dobę czuwaliby nad nimi wychowawcy – pięć osób dyżurujących na zmianę.

I wtedy fundacja dowiedziała się od urzędników, że mieszkańcy Rotmanki blokują w swoim urzędzie otwarcie domu. Starosta powiatu gdańskiego Cezary Bieniasz-Krzywiec przysłał pismo: “Ze względu na reakcję i wpływające do urzędu protesty negatywnie zaopiniowaliśmy Dom Haneczki. Poprzemy fundację, kiedy konflikty się skończą”.

Ale działalność takiej placówki może zablokować jedynie wojewoda. Zgoda mieszkańców nie jest potrzebna. Nehring i Rogowska chciały jednak dogadać się z sąsiadami.

- Nie wiedziałyśmy, kto się skarżył – mówi Małgorzata Nehring. – Chodziłyśmy po domach, zapraszałyśmy ludzi do siebie. Chciałyśmy ich oprowadzić, pokazać, jak to wygląda. Wytłumaczyć, że tu nie będą mieszkali żadni przestępcy. Tylko dzieci. Zwykłe małe dzieci.

Nikt nie chciał odwiedzić Domu Haneczki. – Ludzie odpowiadali nam tylko, że będzie za głośno – mówi Rogowska. – Sąsiadka zza ściany skarżyła się, że dzieci będą tupać, biegać po schodach, że tu ponoć nawet stukot klawiatury od komputera słychać.

Zobowiązałyśmy się wygłuszyć ściany i schody. Ale plotki tylko narastały. Dowiedziałyśmy się nawet, że podobno ma tu powstać dom dla sierot z zagranicy.

Odszkodowanie za uciążliwe sąsiedztwo

Rogowska i Nehring postanowiły zorganizować oficjalne spotkanie z mieszkańcami. Zaproszenia włożyły do skrzynek, rozkleiły w sklepach i na przystankach. Na wszystkich ktoś dokleił kartki: “Na naszym osiedlu planowane jest otwarcie placówki resocjalizującej (poprawczaka) młodocianych przestępców. Jeśli nie chcesz żyć w ciągłym strachu o bezpieczeństwo swoje i swoich bliskich, zaprotestuj”.

W dniu spotkania odwiedziliśmy Rotmankę. W sklepie rozmawialiśmy z Ewą Jastrzębską, mieszkanką osiedla: – Dostałam SMS-a od sąsiadki. Tutaj mają przyjechać nastoletni recydywiści z Niemiec. Takich nie chcemy. O żadnym domu dziecka nigdy nie słyszałam.

Na spotkaniu w starostwie w Pruszczu Gdańskim tłok. Ludzie mówią jednym głosem: – Próbują narzucić nam cudze dzieci. A co z naszymi? Będziemy się bali je na ulicę wypuszczać. Przecież Gdańsk buduje domy dla takich dzieci, czemu sobie tych nie weźmie?

- Ten dom nie spełnia wymogów technicznych – argumentuje Sylwia Rodziewicz-Motowidło, najbliższa sąsiadka Domu Haneczki, wykładowca Uniwersytetu Gdańskiego. – Będzie głośno. Ja jestem w ciąży, wkrótce rodzę, zrobią mi piekło. Zresztą fundacja od samego początku wprowadzała nas w błąd, mówiąc, że to taki rodzinny dom dziecka. Tymczasem tam ma być czternaścioro dzieci. I tylko niewielki procent z nich to sieroty, reszta pochodzi z rodzin patologicznych.

- Kto nam zapłaci odszkodowanie za uciążliwe sąsiedztwo i za spadek wartości nieruchomości? – dodaje młody mężczyzna w garniturze.

Po spotkaniu Nehring i Rogowska postanowiły wynieść się z Rotmanki. – Te dzieci już swoje przeszły. Przy takim podejściu ludzi nie będą tu miały życia. Znajdziemy dla nich lepszy dom.

Zgodnie ze standardami Unii Europejskiej duże domy dziecka powinny zniknąć do 2010 r. Gdańsk zdążył się już uporać się z tym problemem. Ostatni dom dziecka został zlikwidowany miesiąc temu. Zastąpiło go pięć kameralnych filii. W chwili obecnej gmina posiada ponad 400 rodzin zastępczych, pięć rodzinnych domów dziecka i sześć kameralnych placówek socjalizacyjnych, interwencyjnych i opiekuńczych prowadzonych przez organizacje pozarządowe. Dom Haneczki byłby siódmą właśnie taką placówką.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s