Burmistrz straszy eksmisją staruszkę

Od prawie 50 lat mieszka w mieszkaniu przy Czerniakowskiej. Urzędnicy twierdzą, że przez pomyłkę, i chcą 82-letnią kobietę stamtąd wyrzucić.

Alina Wójcik jest leksykonografem, autorką wielu słowników polsko-niemieckich. Właśnie pracuje nad dziełem życia – niemiecko-polskim słownikiem frazeologicznym.

Na początku grudnia dostała od zastępcy burmistrza Śródmieścia Jerzego Majewskiego list. Burmistrz poinformował ją, że Zarząd Gospodarki Nieruchomościami wystąpi do sądu o jej eksmisję. – Nie mogłam w to uwierzyć. Czy to oznacza, że przez te lata mieszkałam tu nielegalnie? – pyta.

Lokatorka: chcę wykupić mieszkanie

Problemy zaczęły się, gdy w maju pani Alina dostała z wydziału zasobów lokalowych pismo o możliwości wykupu mieszkania. – Odpowiedziałam, że jestem zainteresowana. Żyję tu od 1959 roku, jak tylko dom postawili. To były mieszkania Wydawnictwa “Czytelnik”. Jedno z nich dostał mój mąż – opowiada.

Rozwiedli się w 1974 roku, ale za zgodą byłego męża przepisała umowę najmu na siebie. – Wydawnictwo przekazało dom miastu. Zostałam w mieszkaniu z dwójką dzieci – wspomina.

Pokazuje nam umowę z 1975 roku. Wynika z niej, że jest głównym najemcą.

- W październiku dostałam kolejne pismo. Zdębiałam. Napisali, że mieszkania nie kupię, bo w ogóle nie mam do niego prawa – mówi.

Urzędnicy przywołali przepisy z 1974 roku, które co prawda dawały małżonkom głównego najemcy prawo do lokalu, ale obowiązywały od 1 sierpnia. A pani Alina rozwiodła się w lipcu, więc według nich mieszkanie zajmuje bezprawnie. – Jak to bezprawnie? To skąd ta umowa z 1975 roku? – pyta. – Zresztą w lipcu była tylko rozprawa. Wyrok uprawomocnił się 8 sierpnia, i to jest data rozwodu – wyciąga z pliku papierów sentencję wyroku sprzed 34 lat.

Urząd: 30 dni na wyprowadzkę

Urzędnicy dali jej dwa wyjścia. Albo złoży wniosek o przyznanie lokalu komunalnego, w którym cały czas mieszka i który oni dopiero rozpatrzą, albo może iść do sądu. Inaczej ma się wyprowadzić. Podali też adres, gdzie ma zwrócić klucze. – Dokąd mam się wyprowadzić? – pyta. – Gdzie mam to wszystko zabrać? – pokazuje półki, które uginają się od książek.

Ciężko jej samej chodzić. Jej pisma do urzędu dzielnicy dostarcza syn Tomasz Wójcik. W pierwszym prosiła o przedłużenie terminu podjęcia decyzji. Potem skierowała sprawę do sądu. Napisała o tym w drugim liście, w którym skarżyła się też, że z urzędu nie dostała odpowiedzi. Twierdzi, że dołączyła kopię pozwu i pocztowe potwierdzenie jego wysłania.

Na początku grudnia dostała pismo o eksmisji.

Rzeczniczka dzielnicy Urszula Majewska mówi, że pani Alina złożyła tylko kopię potwierdzenia. Gdyby złożyła też kopię pozwu, nie byłoby sprawy. Zapewnia, że jak tylko ją dostaną, eksmisja zostanie wstrzymana do czasu sądowego rozstrzygnięcia. – Takie sprawy są formalnością i zazwyczaj są rozstrzygane na rzecz najemcy. Po stronie urzędu jest dobra wola wyjaśnienia tej sytuacji – mówi.

- Przez całe życie płaciłam czynsz i zostałam potraktowana jak kryminalistka, która sobie coś przywłaszczyła – żali się 82-letnia kobieta. – Niech urzędnicy sobie wyobrażą, jak się czułam, kiedy dostałam list o eksmisji.

Wieczorem syn pani Aliny poinformował nas, że odebrał list polecony do mamy. – Wzywają ją do opuszczenia mieszkania w ciągu 30 dni – mówi.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

Wpis powiązany:

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s