Uważaj czego domagasz się od urzędników, bo wyślą Cię na badania psychiatryczne. Nie wierzysz?
Mieszkaniec Dąbrowy Górniczej od 20 lat walczy z administracją o poprawienie wentylacji, spartaczonej po zamontowaniu centralnego ogrzewania. O pomoc poprosił radnych. Zamiast pomóc, radni wolą go jednak zamknąć w psychiatryku.
Witold Płonka, emerytowany nauczyciel i społecznik, mieszka w bloku w Gołonogu. W 47-metrowym mieszkaniu panuje wilgoć, a na ścianach widać szare smugi. Jedną ze ścian w pokoju ktoś “finezyjnie” powiercił. Na kilka wielkich dziur nałożył czarną masę, a potem zamalował to białą farbą. – To dzieło pracowników Miejskiego Zarządu Budynków Mieszkalnych. Bawili się w ciuciubabkę, szukając przewodów wentylacyjnych – wyjaśnia Płonka.
Jego historia zaczyna się 20 lat temu, gdy administracja budynku zaczęła likwidować piece kaflowe i montować centralne ogrzewanie. W bloku przy ulicy III Powstania Śląskiego, gdzie mieszka Płonka, cieszyli się wszyscy. – Miało się skończyć wnoszenie ciężkich wiader z węglem – wspomina emeryt.
Najpierw zamontowali kaloryfery, a później zaczęli zakładać wentylację. Coś z nią było nie tak, bo nawet przy maksymalnym odkręceniu grzejników w mieszkaniu było chłodno, a we wszystkich pokojach panowała wilgoć.
Płonka zwrócił się z prośbą o kontrolę do MZBM-u. – Pracownicy, którzy przyszli na przegląd, stwierdzili, że za wilgoć odpowiedzialne są moje okna. Według nich były za szczelne – relacjonuje Płonka. Do działania wentylacji, na którą lokator zwrócił uwagę, nie mieli większych zastrzeżeń.
Kiedy na chłód zaczęli skarżyć się sąsiedzi, Płonka znów poszedł do MZBM-u. – Nie chcieli mi wierzyć – denerwuje się mężczyzna. Na kolejną wizytę zabrał więc notatkę o cofaniu się powietrza z zewnątrz do mieszania, potwierdzoną przez kominiarza. Wówczas administracja wysłała do Płonki robotników. – Wykuli mi te ogromne dziury w ścianie i założyli coś na kratce wentylacyjnej. Nic nie pomogło – rozkłada ręce emeryt. Żeby zimne powietrze nie pchało mu się do mieszkania, zatyka kratę gazetami.
Z prośbą o pomoc Płonka wielokrotnie zwracał się też do dąbrowskiej rady miejskiej. Na sesjach żalił się przy mównicy i czekał na wyjaśnienia. Kilka dni temu dostał wezwanie do prokuratury. Dowiedział się, że ma się zgłosić na badania psychiatryczne. – To jakaś kpina! W ten sposób radni chcą się mnie pozbyć – uważa emeryt.
Tomasz Małuch, szef prokuratury w Dąbrowie Górniczej, wyjaśnia, że Płonkę wysłano na badania, bo znieważył dąbrowskich radnych. – Zaszło podejrzenie, że ten pan może być niepoczytalny. Postępujemy zgodnie ze standardami – ucina Małuch.
Ale Marek Sękiewicz, dyrektor MZBM-u, przyznaje: – Rzeczywiście coś z tą wentylacją jest nie tak. Nie mamy jednak pracowników, którzy mogliby ją naprawić. Musimy szukać firmy z zewnątrz. Jak się taka znajdzie, problem zniknie.
Płonka: – Co z tego, skoro na polecenie prokuratury będę się musiał zbadać. Ludzie będą teraz na mnie patrzyli jak na wariata.
źródło: katowice.gazeta.pl