III Rzesza a Polski Kościół Rzymsko-Katolicki

Kościół katolicki w Polsce jest wielkim posiadaczem, z pewnością największym właścicielem gruntów (nie licząc Skarbu Państwa). Dokładnie nie wiadomo, co Kościół ma, bo nie musi majątku ujawniać. Wiadomo, że ma coraz więcej.

Biskup Tadeusz Pieronek, sekretarz generalny episkopatu, już na początku lat 90. wezwał hierarchów do ujawnienia stanu posiadania. Był jednym z pierwszych, którzy domagali się pełnej przejrzystości finansów, tłumacząc, że Kościół nie ma powodu czegokolwiek ukrywać. „Trzeba zrozumieć – tłumaczył – że jeśli coś jest jawne, to jest lepsze niż wtedy, kiedy nie jest jawne”. Po 20-letniej walce biskup przyznaje, że lansowana przez niego polityka poniosła klęskę.

– Nie udało się, bo ludzie nie lubią ujawniać dochodów i chwalić się tym, co mają – mówi biskup Pieronek. – Transparentność jest ideałem, do którego trzeba dążyć w Kościele, i dopóki tego się nie zrobi, nie będzie spokoju. Trzeba szukać więc takich rozwiązań, które wszyscy zaakceptują.

Do tego czasu zdani jesteśmy na informacje, które Kościół sam przekaże. Są one bardzo skromne, bo wszystko, co dotyczy pieniędzy, majątków i zarobków, jest tajne. Gdy 10 lat temu zapytano o budżet polskiego Kościoła ks. Jana Droba, ekonoma Konferencji Episkopatu Polski, bezradnie rozłożył ręce i powiedział: „Kościół nie jest w stanie tego policzyć”.

Czytaj dalej

Cud na ziemi

Według Komisji Majątkowej Kościół katolicki otrzymał 60 tys. hektarów. Ale “Gazeta” dowiaduje się, że sama tylko Agencja Nieruchomości Rolnych oddała Kościołowi aż 76 tys. hektarów.

Po 20 latach działania Komisji Majątkowej nikt nie wie, ile ziemi dostał Kościół wskutek jej decyzji. Gorączkowe obliczenia rozpoczęły się dopiero po aresztowaniu w zeszłym tygodniu Marka P., pełnomocnika wielu instytucji kościelnych przed komisją. W czerwcu ujawniliśmy, że przekazała ona Kościołowi ponad 60 tys. ha ziemi (wielkość Warszawy) i ponad 490 budynków.

Dane te okazują się zaniżone. Agencja Nieruchomości Rolnych na wniosek posła SLD Sławomira Kopycińskiego poinformowała go, że oddała Kościołowi 76 tys. ha. Poseł ironizuje: – Komisja Majątkowa “zgubiła” gdzieś 16 tys. hektarów. Drobiazg. To miasto znacznie większe od Kielc. Dane od ANR zatrwożyły mnie. Już tylko prokuratura zdoła ustalić, ile ziemi i jakiej naprawdę wartości przekazano.

Czytaj dalej

Pełnomocnik Kościoła w rękach agentów CBA

Marek P., pełnomocnik kościoła przed komisją majątkową MSWiA został zatrzymany przez CBA. Zarzuty: korupcja i gigantyczne oszustwa. Gliwicka prokuratura złożyła wniosek o jego aresztowanie.

Marek P. to były oficer śląskiej Służby Bezpieczeństwa, który wkradł się w łaski Kościoła i przez kilkanaście lat zajmował się odzyskiwaniem dla niego utraconego majątku. Decyzje w tej sprawie wydaje komisja majątkowa MSWiA i stanowi to rekompensatę za nieruchomości i grunty zabrane Kościołowi w czasach PRL-u.

Parafie z całego kraju prosiły Marka P., aby reprezentował je przed komisją majątkową. Były oficer SB był bowiem nie tylko skuteczny, ale także potrafił sprawić, że członkowie komisji akceptowali niską wycenę przekazywanych terenów. Chodziło o to, aby Kościół dostał jak najwięcej hektarów. Marek P. pośredniczył potem w ich sprzedaży.

Na współpracy z Kościołem Marek P. dorobił się majątku, ma świetnie prosperujące firmy w Bielsku-Białej i Krakowie. W niedzielę na zlecenie gliwickiej prokuratury został zatrzymany przez agentów Centralnego Biura Antykorupcyjnego. – Przedstawiliśmy mu cztery zarzuty dotyczące korumpowania członka komisji majątkowej oraz oszustw na ponad 10 mln zł – potwierdził nam prokurator Michał Szułczyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gliwicach, która prowadzi śledztwo w sprawie nieprawidłowości przy odzyskiwaniu kościelnej ziemi. We wtorek do sądu trafił wniosek o jego aresztowanie.

Czytaj dalej

Miękkie lądowanie guru betanek

Trzy lata temu jego twarz z zasłoniętymi czarnym paskiem oczami nie znikała z serwisów telewizyjnych. Media pisały o nim, jak o liderze sekty, który zmanipulował grupą betanek, zbuntowanych zakonnic, wypowiadających posłuszeństwo samemu papieżowi. Sam został suspendowany, pozbawiony zakonnego habitu, znalazł się pod pręgierzem kościelnych hierarchów.

Wtedy, trzy lata temu, bo dziś po krytyce nie ma ani śladu. Ksiądz Roman spokojnie pełni swoją duszpasterską posługę w szpitalu na Podlasiu. Pytanie tylko czy Kościół przebaczył mu grzechy czy też zamiótł jego sprawę pod dywan?

Ciepły, pogodny głos odzywa się w słuchawce, by po chwili głucho wstrzymać oddech. W jednej chwili głos zamienia się w słuch. Mówię ja – o wywiadzie, autoryzacji, szczerej, spokojnej rozmowie, być może najbardziej szczerej od kilku lat, tak przecież grzesznych dla właściciela głosu. W końcu głos po drugiej stronie przerywa ciszę. Już nie jest ciepły i pogodny. Teraz brzmi gniewnie, stanowczo, z drżeniem wywołanym nieoczekiwaną rozmową. – Nie będę rozmawiał ani z panem, ani z żadnym pana kolegą po fachu. Proszę więcej nie dzwonić – mówi ksiądz Roman tonem nie uznającym sprzeciwu. Potem już tylko odkłada z hukiem słuchawkę nie pozwalając na dokończenie zdania.

Czytaj dalej

Siostry biły i dopuszczały do gwałtów w ośrodku

Na kary dwóch lat i ośmiu miesięcy więzienia w zawieszeniu skazane zostały dwie siostry boromeuszki z prowadzonego przez zakon ośrodka wychowawczego w Zabrzu. Odpowiadały m.in. za bicie i przyzwalanie na przemoc, także seksualną, między wychowankami.

Rozpoczęty w kwietniu 2008 r. częściowo niejawny proces obejmował łącznie 20 zarzutów postawionych przez gliwicką prokuraturę byłej dyrektor prowadzonego przez zakon specjalnego ośrodka wychowawczego w Zabrzu siostrze Agnieszce F. oraz innej zakonnicy Bogumile Ł. Zarzuty dotyczyły m.in. znieważania wychowanków i naruszania ich nietykalności cielesnej.

Sąd zastosował wobec siostry Agnieszki F. łączną karę dwóch lat pozbawienia wolności z zawieszeniem wykonania na pięć lat, natomiast Bogumiłę Ł. skazał na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata.

Czytaj dalej

Głupi policjant z Ustrzyk Dolnych

Sierżant Paweł S. podczas służby zatrzymał samochód. Kierowcy wypisał mandat za zbyt szybką jazdę, a do rozmowy włączył się pasażer. Krzyczał, machał rękami, zachowywał się agresywnie. – Ty nie wiesz, kim ja jestem! – powtarzał ów pasażer.

W sierpniu 2008 roku policjant wydziału ruchu drogowego w Ustrzykach Dolnych, sierżant Paweł S. zatrzymał samochód. Kierował nim watykański ksiądz, który przekroczył prędkość o przeszło 30 km/h i nie zapalił świateł. Dlatego sierżant wypisał mu mandat i pouczył, że należy jeździć ostrożnie. Do rozmowy jednak włączył się pasażer. Krzyczał na policjanta i machał rękami. Wysiadł z samochodu, zachowywał się agresywnie. – Ty nie wiesz, kim ja jestem! – powtarzał wielokrotnie. Rzeczywiście, Paweł S. nie wiedział. Ta niewiedza, jak się później okazało, kosztowała go bardzo wiele.

Na dywaniku u komendanta dowiedział się, że tym pasażerem był arcybiskup Józef Michalik, przewodniczący episkopatu Polski. Wtedy dowiedział się też, że arcybiskup swoje niezadowolenie z “nadgorliwości” młodego policjanta wyraził dzwoniąc do samej komendy wojewódzkiej i prosząc o “ukaranie” 32-letniego sierżanta.

W komendzie wojewódzkiej od zastępcy komendanta usłyszał, że w sposób “niegrzeczny” zwracał się do arcybiskupa Michalika, bo powiedział do niego “proszę pana”, nie zaś “wasza eminencjo” (w rzeczywistości, jak pisze autorka, abp Michalik był wówczas ekscelencją). Przełożony zapytał także Pawła S., “dlaczego uderza w Kościół katolicki”.

Czytaj dalej