Filed under Psychoedukacja

Wlepić mandat samemu sobie?

Policjant z Białogardu w Zachodniopomorskiem sam sobie wystawił mandat na kwotę 20 złotych. Dlaczego? Bo nie chciał mieć nieprzyjemności, za to, że podczas służby nie udało mu się nikogo ukarać.

“To jest skandal. W Komendzie Powiatowej Policji w Białogardzie panuje napięcie. Napięcie to spowodowane jest naciskami kierownictwa jednostki dotyczącymi pogoni za tzw. “wynikami”. Policjanci plutonu patrolowego mają nakładać mandaty za byle wykroczenia” – napisał do nas internauta na uprzejmiedonosze@policyjni.pl. Jak relacjonował, naczelnik wydziału prewencji ogłosił podwładnym, że będą ponosili konsekwencje służbowe, jeśli nie nałożą przynajmniej jednego mandatu na służbę. Pouczeń miało nie być w ogóle.

Doprowadziło to do tego, że 3 grudnia br., policjant po spokojnej nocnej służbie, podczas której nie stwierdził wykroczeń, wlepił mandat sam sobie . Stwierdził, że nie chce mieć nieprzyjemności i że żeby ich uniknąć gotów jest tak robić na każdej służbie.

Co więcej według naszego informatora, przełożony policjanta nie miał nic przeciwko takiemu wypełnianiu zadań. Zgłosił tylko uwagę, żeby funkcjonariusze będąc w patrolu we dwójkę, wystawiali sobie mandaty wzajemnie, a nie sami sobie.

ciąg dalszy artykułu: policyjni.gazeta.pl

Zastanawiam się jak to możliwe, że ów ‘przełożony’ nadal jeszcze pracuje w policji?

Otagowane , , , , ,

Kuźwa … czyli policjant w działaniu

Każdego można najpierw wyprowadzić z równowagi, by znaleźć pretekst i go ukarać – mówi mieszkaniec Olsztyna, którego sąd skazał na miesiąc ograniczenia wolności, bo przy policjantach przeklął.

Był 8 stycznia 2010 r. Około godz. 17 pan Ryszard pojechał na Dworzec Główny po kolegę, który przyjechał z Niemiec. Zaparkował obok miejsca dla niepełnosprawnych. Wysiadając upewnił się jeszcze, że samochód nie stoi na kopercie.

Po chwili podeszło do niego dwóch młodych policjantów. Jeden z nich zasugerował mu, że auto stoi w niedozwolonym miejscu i trzeba je przestawić. Pan Ryszard był jednak innego zdania. Jako instruktor nauki jazdy wiedział, gdzie można zostawiać auto. Rozmowa trwała około pół godziny: – Zrobiłem funkcjonariuszom wykład na temat przepisów ruchu drogowego. Okazało się przy okazji, że policjanci nie mają elementarnej wiedzy na ten temat – opowiada. – Na koniec poprosiłem o podanie powodu przedłużającej się kontroli. Funkcjonariusze nie potrafili tego zrobić, uznałem więc sprawę za zakończoną i odwróciłem się, żeby kontynuować rozmowę ze znajomym z Niemiec.

Ostatecznie za parkowanie kierowca nie został ukarany. Czujni funkcjonariusze znaleźli jednak inny pretekst do interwencji. – Za plecami usłyszałem, że dalej mają do mnie jakieś pretensje. W końcu nie wytrzymałem i zakląłem pod nosem „kuźwa” – przyznaje. – Wtedy policjant krzyknął, że „znalazł przyczynę kontroli”. Za wulgarne słownictwo w miejscu publicznym postanowił ukarać mnie 500-złotowym mandatem.

Czytaj dalej

Otagowane , , ,

Wybił napastnikowi zęby w samoobronie …

Krakowska prokuratura chce skazania inwalidy, który stanął w obronie kobiety zaatakowanej przez agresywnego męża. Bo broniąc się przed jego ciosami, wybił mu dwa zęby.

Oskarżony o uszkodzenie ciała: Kazimierz S., 53 lata, żyje z inwalidzkiej renty. Gdy prokurator zażądał dla niego czterech miesięcy więzienia w zawieszeniu, grzywny i jeszcze nawiązki dla uderzonego, miał łzy w oczach. – Przecież tylko się broniłem – mówi.

Grzegorz S., “ofiara” inwalidy, jest sporo młodszy, postawniejszy, ma też kryminalną przeszłość – w toku sprawa o znęcanie się nad rodziną.

Wszystko zaczęło się w sierpniu zeszłego roku, gdy do Kazimierza S. zadzwoniła znajoma sprzedająca precle w centrum Krakowa. Prosiła o naprawę witryny w wózku. Ale oprócz niego na miejscu zjawił się też mąż sprzedawczyni. Kobietę obrzucił wyzwiskami, popychał, w końcu uderzył pięścią w twarz. Próbował interweniować jeden z przechodniów – za zwrócenie uwagi też dostał w twarz. Na sprzedawczynię sypią się znowu wyzwiska, mąż szarpie ją i popycha. Kazimierz S. nie wytrzymuje. Do agresywnego mężczyzny, mówi, by przestał i zostawił żonę w spokoju. W odpowiedzi sypią się na niego ciosy. – Upadłem na kolana. Odpadła mi proteza nogi – opowiadał potem w sądzie inwalida. – Krzyczał, że mnie “zaj…”, kopał. Byłem na kolanach, nie miałem jak się bronić. Wówczas sięgnąłem po młotek, który miałem za paskiem. Nadal mnie atakował, więc się nim broniłem i go uderzyłem.

Czytaj dalej

Otagowane , , ,

Nauczycielka na emeryturze: dorabiała, musi oddać rentę

- Przepracowałam uczciwie ponad 30 lat. Dostawałam nagrody i odznaczenia. A teraz muszę włóczyć się po sądach jak jakiś złoczyńca i złodziej. To upadlające – mówi pani Jadwiga

Kłopoty łodzianki zaczęły się półtora roku temu. Była już wtedy na emeryturze. Wcześniej przepracowała 33 lata w szkole, ucząc historii i języka polskiego. Miała nieposzlakowaną opinię, bardzo dobry kontakt z młodzieżą i innymi pracownikami. Za swoje serce i działalność społeczną zdobywała nagrody i odznaczenia. Ale zaczęła chorować – najpierw na serce, później na gardło. Stwierdzono u niej typową chorobę nauczycieli, którzy dużo operują głosem: zmiany przerostowe krtani i zanik błony śluzowej. Męczyły ją częste infekcje, nigdy do końca niewyleczone, bo nie chciała opuszczać lekcji. W katalogu chorób zawodowych jej schorzenie uznano za taką chorobę. Instytut Medycyny Pracy przyznał jej prawo do świadczenia rentowego, które otrzymywała razem z pensją. Po przejściu na emeryturę dostawała połowę renty.

- Przez kilka lat siedziałam w domu, ale było mi coraz ciężej. Prócz zdrowia wysiadała też psychika, tym bardziej że komplikowały się sprawy rodzinne – opowiada pani Jadwiga. – Zaczęłam się rozglądać za jakimś dodatkowym zajęciem.

Czytaj dalej

Otagowane ,

Policja zamknęła jedyną darmową aptekę w Warszawie

Lekarze Nadziei zamknęli punkt apteczny, w którym wydawali za darmo leki dla bezdomnych i ubogich. Skonfiskowała je policja. Teraz wzywa na przesłuchania ponad 80-letnich wolontariuszy.

- To miejsce kontynuowało działania rozpoczęte jeszcze w stanie wojennym. To wtedy społecznicy skupieni w Prymasowskim Komitecie Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom rozdawali lekarstwa, które do Polski trafiały z zagranicy – opowiada dr Maria Sielicka-Gracka, przewodnicząca warszawskiego oddziału Lekarzy Nadziei.

O Lekarzach pisaliśmy w “Gazecie” wielokrotnie. Stowarzyszenie prowadzi przy Wolskiej 172 na zasadach wolontariatu jedyną w Warszawie przychodnię dla bezdomnych. Za to właśnie nagrodziliśmy ich “Stołkiem”, naszą coroczną nagrodą dla ludzi, którzy robią w mieście coś wyjątkowego.

Od lat medycy prowadzili też punkt wydawania leków dla bezdomnych i ubogich przy ul. Rakowieckiej 61. Dwa nieduże pokoje za darmo udostępniła im parafia św. Andrzeja Boboli. Leki, jako darowizny, przekazywały firmy farmaceutyczne. – Przychodziło dużo ludzi, zwłaszcza starszych – mówi doc. Maria Chruściel, farmakolog. Ma 83 lata i od samego początku, jako wolontariuszka, kierowała punktem. – Najwięcej leków wydawaliśmy na nadciśnienie, cukrzycę, astmę. 20 lat tam spędziłam i nigdy nie było żadnej pomyłki ani reklamacji – podkreśla.

Jej mąż prof. Tadeusz Chruściel, też farmakolog, dodaje: – Przychodzili nie tylko bezdomni, ale też ubodzy, których nie stać na wykup leków. Wydawaliśmy im je za darmo. Takie miejsce jest niebywale potrzebne.

Pod koniec listopada w punkcie aptecznym niespodziewanie zjawili się policjanci w towarzystwie pracowników inspektoratu farmaceutycznego. Funkcjonariusze zapakowali w pudła wszystkie lekarstwa i zabrali. Od tamtej pory punkt jest zamknięty. – Byłam przesłuchiwana jako świadek. Kilka razy wzywano mnie na policję, bo musiałam być też obecna na miejscu przy spisie leków – relacjonuje Maria Chruściel.

Czytaj dalej

Otagowane , , ,

Jałmużna zabroniona!

Policja spisała emerytkę, bo dała 2 zł żebrzącej kobiecie.

Pani Anna (imię zmienione) jest po siedemdziesiątce, mieszka w Lublinie. W ostatnią środę, gdy wyszła z banku w centrum miasta, zobaczyła żebrzącą Romkę. 30-latkę w zniszczonym ubraniu można tam spotkać niemal każdego dnia. Zwykle trzyma kartkę z napisem, że zbiera na utrzymanie trójki dzieci.

- Dużo czytam o losie Cyganów. Czasem ojciec potrafi zbić dziecko albo żonę, bo nie przynieśli pieniędzy – mówi pani Anna. – Zrobiło mi się żal tej kobiety, rzuciłam 2 zł.

Wtedy do kobiet podeszło dwóch policjantów. Romkę wzięli pod rękę.

- Jak to? Za co? – zapytałam. – A oni na to: “Za żebractwo” i że w komendzie to ona dostanie grzywnę. No to ja pytam: Ile? Pomyślałam, że jeśli 50 zł, to nawet jej pomogę to spłacić. Nie zdążyłam tego powiedzieć, a policjanci – Pani z nami. – Ja też? – spytałam. – Za wspieranie żebractwa – usłyszałam. Policjanci chwycili kobiety pod ręce i zaczęli je prowadzić do komisariatu.

Czytaj dalej

Otagowane , , ,
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.