Za co płaci Polskie Radio?

W dzisiejszych doniesieniach prasowych czytamy:

Bałagan w finansach spółki, gotówka wywożona w walizkach za wschodnią granicę, ogromne honoraria dziennikarskie wypłacane niezgodnie z zasadami spółki – “Gazeta” poznała wyniki audytu w publicznym radiu. [...]

Uwagę audytorów zwrócił też korespondent w Londynie Rafał Brzeski, zatrudniony we wrześniu 2007.

- Jego pensja wynosi 10,4 tys. euro miesięcznie (to 46 tys. zł) i znacznie odbiega od wynagrodzeń pozostałych korespondentów – czytamy w raporcie. Z naszych ustaleń wynika, że średnio korespondent zarabia 20-30 tys. zł (4,5-6,5 tys. euro). Na dodatek poprzednik Brzeskiego przysyłał także relacje z Brukseli.

Zdaniem naszych rozmówców Brzeski w roli londyńskiego korespondenta się nie sprawdza, np. podczas ostatnich dramatycznych zamieci w Londynie nie było z nim kontaktu. Relacje ze zasypanej śniegiem stolicy Anglii musiał nadawać inny dziennikarz, a radio musiało mu za to dodatkowo zapłacić.

źródło: wiadomosci.gazeta.pl

W ramach wpisu o tzw. liście 500 wspominałem o roli jaką w jej ujawnieniu (lub: preparacji) odegrał, wtedy wicedyrektor IAR, Rafał Brzeski.

Czytaj dalej

Dzika lustracja – Lista 500

Burza po wycieku nazwisk z listy stworzonej w IPN. Opozycja: – To akcja kontrolowana przez władze. IPN zaprzecza. Według ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry nie będzie śledztwa w sprawie ujawnienia nazwisk z tzw. listy Kurtyki, bo szef IPN Janusz Kurtyka zapewnił, że żadnego przecieku nie było. Wczoraj prezes IPN Janusz Kurtyka powtarzał, że lista nie wyciekła z IPN i że Instytut nie działa na korzyść żadnej partii. Pytany, czy ujawnione przez radio nazwiska są tożsame z tymi na liście, Kurtyka uciął: – Nie będę mówił o żadnych nazwiskach. Nieoficjalnie pracownicy IPN, którzy podobnie jak prezes Kurtyka twierdzą, że nie doszło do wycieku, mówią, że podawane przez IAR i “Rzeczpospolitą” nazwiska pochodzą z tzw. listy Nizieńskiego, wykazu ok. 600 osób publicznych, na temat których w 2004 r. Bogusław Nizieński, kończący wtedy kadencję rzecznik interesu publicznego, zebrał informacje, że były zarejestrowane przez SB, ale nie znalazł innych obciążających dokumentów. Wbrew zapowiedziom Polskie Radio nie podało wczoraj kolejnych nazwisk z listy Kurtyki. Według naszych rozmówców z redakcji IAR po publikacji doszło do awantury. – Okazało się, że wicedyrektor IAR Rafał Brzeski, który przyniósł nazwiska i wymusił puszczenie tej informacji, nie ma żadnego dokumentu. Jedyne, co miał, to stary numer “Głosu” – twierdzi dziennikarz IAR. Brzeski nie rozmawia z “Gazetą”.
Gazeta Wyborcza 21.06.2007r .

Czytaj dalej