Manewry ojca generała

Czy objęcie archidiecezji gdańskiej przez arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia oznacza kres pomorskiego sojuszu ołtarza i tronu?

We wrześniu 2008 r. w Internecie pojawił się wpis niejakiej Mratuszki: „Jestem przerażona… Od osoby, która wydaje się być bardzo dobrze poinformowana, otrzymałam informację, że część Parku przylegająca do muru seminarium ma być w niedługim czasie przekształcona w teren seminarium i zamknięta dla spacerowiczów”. News obiegł media, ale mało kto przypuszczał, że zwiastować może zupełnie nowy rozdział w stosunkach kurii z lokalną władzą.
Czytaj dalej

Władze Gdańska: nie damy ziemi pod budowę kościoła

Władze Gdańska nie spełnią prośby metropolity gdańskiego abp. Sławoja Leszka Głódzia o przekazanie darmowej działki na terenach postoczniowych na budowę kościoła w hołdzie Janowi Pawłowi II.

To nie jest możliwe. Miasto nie ma tak dużego gruntu (sześć tysięcy metrów kwadratowych) na potrzeby tego kościoła – powiedział rzecznik prasowy prezydenta Gdańska, Antoni Pawlak.

O idei budowy świątyni ku czci polskiego papieża abp Głódź wspomniał w ubiegły piątek podczas uroczystości z okazji 10-lecia pełnienia funkcji prezydenta Gdańska przez Pawła Adamowicza (PO).

Metropolita wyjaśnił wówczas, że ma już gotowy projekt kościoła autorstwa włoskiego architekta, a od miasta oczekuje tylko działki. Według oczekiwań hierarchy, idealną lokalizacją dla świątyni byłyby tereny postoczniowe, gdzie za kilka lat ma powstać Europejskie Centrum Solidarności (ECS).
Czytaj dalej

Heavy metal to agresja i depresja?

“Przystanek Szatan?” – pytała piątkowa “Rzeczpospolita” w tekście zapowiadającym i nagłaśniającym protesty przeciw ciechanowskiemu festiwalowi muzyki metalowej S’thrash’ydło. O co tu chodzi?

Ciechanowska impreza dla sporej części fanów ciężkiego grania to więcej niż tylko lokalna legenda. Po raz pierwszy odbyła się w 1988 r. i na przełomie lat 80. i 90. była jednym z ważniejszych w Polsce miejsc prezentacji tego, co ważne i ciekawe na scenie metalowej. Na kolejnych edycjach S’thrash’ydła grała nie tylko cała polska czołówka gatunku, ale też m.in. ówczesne zachodnie gwiazdy: Samael czy Morgoth. Po siedmiu latach festiwal odszedł do historii. Aż do teraz, gdy postanowiło go reaktywować ciechanowskie stowarzyszenie Psychoart, które w sobotę zorganizowało na ciechanowskich błoniach Zamku Książąt Mazowieckich 8. edycję festiwalu.

Do organizacji imprezy włączyły się władze miasta – dali 40 tys. zł. I to właśnie władze Ciechanowa stały się adresatem protestów zaniepokojonych obywateli. “Nie wiem, dlaczego władze miasta wyraziły zgodę na tę imprezę. Ale nie wierzę, że zapoznali się z treściami tego kultu, bo kierując się tylko zdrowym rozsądkiem, powinni to odrzucić” – mówił “Rz” jeden z sygnatariuszy wzywającego do odwołania imprezy protestu, lokalny przedsiębiorca Robert Reinhardt. “Ciechanów zaprasza do miasta zło” – alarmował.

Co się jeszcze się nie spodobało protestującym? Np. to, że na okładkach płyt jednego z zespołów jest pentagram – symbol diabła. Także to, że jakiś rozentuzjazmowany fan na internetowym forum pochwalił innego z wykonawców słowami: “Lucyfer dał wam moc!”. Albo to, że na stronie internetowej imprezy pojawiły się linki prowadzące do witryn firm wydających płyty zespołów, które lubią sobie pośpiewać o piekle i jego emisariuszach.

Głównie jednak dostaje się całej muzyce metalowej i jej wpływowi na młodzież. “Treści przekazywane za pomocą tego gatunku mają wyraźne odniesienia do satanizmu” – ostrzegają. Ale metal to przede wszystkim poważne zagrożenie dla zdrowia: “Według współczesnych badań naukowych ciężka muzyka metalowa grana na koncertach z głośnością ponad 110 dB powoduje niekontrolowane wybuchy agresji u słuchaczy, stany depresyjne przechodzące w neurozy lub psychozy, łatwe uleganie sugestiom, histerii i halucynacjom oraz tendencje samobójcze czy też nawet impulsy do działań zagrażających życiu innych osób. Wywołane przez gitary basowe niskie tony z dodatkowym beatem powodują szereg zmian w płynie rdzeniowo-kręgowym. To z kolei wpływa bezpośrednio na wydzielanie hormonów”.

Wśród sygnatariuszy listu są m.in. pracownik wydziału filozoficznego Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie ksiądz Dariusz Oko, inny duchowny prezentujący się jako diecezjalny egzorcysta oraz Robert Tekieli – niegdyś szef słynnego pisma “brulion” i członek rady programowej TVP, znawca ideologii New Age i jej krytyk z pozycji chrześcijańskich, a teraz – jak widać – także ekspert w dziedzinie heavy metalu.

Czytaj dalej

Bitwa o Kłodzko, czyli zerwany festiwal

Autorką tekstu jest Aneta Augustyn, artykuł zamieszczono w Gazecie Wyborczej

W Kłodzku miał się odbyć festiwal muzyki elektronicznej i gotyckiej. Organizatorom i tysiącu fanów z całej Europy zabawę popsuł jednak nieznany sabotażysta, który przeciął kable zasilające scenę w twierdzy.

“Alternatywną Twierdzę” wymyśliła rok temu grupa zapaleńców z Kłodzka i Wrocławia. – Chcieliśmy wypromować miasto, które podupada kulturalnie. Poza tym kłodzka twierdza, jak mało który obiekt nadaje się do prezentowania elektronicznej, gotyckiej muzyki – mówi Piotr Krawczyk, muzyk i pomysłodawca imprezy.

Impreza miała odbyć się 12 lipca. Przez pół roku pracowało nad nią kilkanaście osób. Największą gwiazdą miał być niemiecki zespół Diary of Dreams.

Tydzień przed koncertami organizatorzy rozwiesili w Kłodzku sto plakatów. Nocą ktoś zerwał część z nich, a w mieście pojawili się “aktywiści”, którzy zachęcali przechodniów do podpisywania petycji do władz miasta w sprawie odwołania koncertów. – Bo będzie czczony szatan, a Chrystus krojony na pół… – wzdycha Krawczyk. – Tymczasem grupy, które zaprosiliśmy, śpiewają po prostu o rozczarowaniu światem, nieudanych miłościach i takich tam egzystencjalnych smutkach. Żadnych satanistycznych treści. No może poza jednym zdaniem “Go to hell” [tłum.: Idź do diabła! - red.].
‘Czciciele szatana’ z Bolkowa na zdjęciach Castle Party 2007

W zeszłą sobotę, w dniu festiwalu, plakaty imprezy zostały zaklejone wezwaniem do “czuwania modlitewnego” w jednym z kłodzkich kościołów. O tej samej porze, o której miały odbyć się koncerty. Ktoś też przeciął kable doprowadzające prąd do głównej sceny w twierdzy. Awarię usunięto tylko na kilka godzin. Wieczorem, tuż przed inauguracją prądu znowu nie było

– Powiedziano nam, że linia została uszkodzona od pioruna i zasilania już nie będzie. Tyle, że żadnych piorunów w okolicy nie widziano, dzwoniliśmy w tej sprawie do stacji meteo. Prąd był w całym mieście, tylko nie u nas – mówi Marcin Syzdek, współorganizator imprezy.

– Nadszarpnięto zaufanie fanów i muzyków, nie mówiąc już o wyrzuconych w błoto pieniądzach – denerwuje się Piotr Krawczyk. – Nikogo nie oskarżamy, ale chcielibyśmy wiedzieć, kto za tym stoi. Sprawą powinna się zająć prokuratura. Przecież włamanie do trafostacji to był zwykły sabotaż.

Andrzej Dąbrowski, kierownik referatu kultury i komunikacji społecznej urzędu miejskiego w Kłodzku: – Tak, wiem, mówi się już, że moherowe bojówki w Kłodzku sabotują koncerty… Petycję o odwołanie koncertu podpisało trzystu mieszkańców. Argumentowali, że wystąpią zespoły satanistyczne, które w swojej muzyce nakłaniają do samobójstw, do obrażania Kościoła.

Kierownik Dąbrowski wyciąga z biurka egzemplarz petycji: “Koncert jest promowany na stronie www.gothic.pl, po uruchomieniu której ogarnia przerażenie – piszą katoliccy aktywiści i ostrzegają przed demonicznymi treściami. Przy okazji dziękują burmistrzowi za odwołanie koncertu zespołu Hate w listopadzie ubiegłego roku.

Burmistrz Bogusław Szpytma: – Rzeczywiście odwołaliśmy tamten koncert, ale już nie pamiętam dlaczego.

Joanna Póltoranos, dyrektorka Kłodzkiego Ośrodka Kultury: – Tamtej feralnej soboty elektrycy potwierdzili, że kłódka do trafostacji i kable zostały przecięte. Nic nie mogliśmy zrobić, bo awaryjny agregat ze straży pożarnej jest o trzydzieści razy za słaby. Kiedy ogłosiliśmy, że koncertu nie będzie, nie było gwizdów, cienia agresji, tylko wielki żal. Niektórzy płakali. Wstyd, że to się tak skończyło. I jeszcze musimy wypłacić 25 tys. zł artystom za koncerty, których nie było.

– Mieliśmy szansę stworzyć naprawdę niezły festiwal, dla wyrobionej publiczności – gorączkuje się Marcin Syzdek. – Ale komuś naprawdę bardzo zależało, żeby impreza się nie odbyła.